adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Ksiazki nr 24/2003

„Książki w Tygodniku”
„TP” nr 24/2003



  Tygodnik Powszechny


  Felietony

  Tematy miesiąca


STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
(Wschodnio-)niemiecka (nie-)solidarność

Wojciech Pięciak

Wersja do druku
Napisz komentarz

Odpowiedzi na to pytanie szukają także polscy publicyści, zajmujący się historią Niemiec Wschodnich: dlaczego w relacjach między Polakami a Niemcami z NRD nie wytworzyło się podobne poczucie wspólnoty jak między Polakami a mieszkańcami Związku Sowieckiego, Węgrami, Czechami i Słowakami?

W przypadku tych trzech ostatnich narodów - albo precyzyjniej: środowisk opozycyjnych - poczucie to przybrało nawet kształt organizacyjny: w latach 80. powstały "Solidarność Polsko-Węgierska" i "Solidarność Polsko-Czechosłowacka", trwała wymiana publikacji i idei, ludzie opozycji spotykali się i przyjaźnili, z prasy podziemnej można było dowiedzieć się sporo o sytuacji w "bloku".
Wszystko to nie dotyczyło jednego kraju: NRD. Mimo wyjątków, takich jak Akcja Znaków Pokuty z NRD, publikacje (wydany w latach 80. w Berlinie Wschodnim tom "Oder"), sporadyczne gesty solidarności jesienią 1989 r. - w latach 1945-89 Odra była barierą także mentalną. Nawet gdy w NRD zaczął się demontaż systemu, w Polsce na palcach jednej ręki można było zliczyć tych, którzy rozumieli, dlaczego np. tamtejsza opozycja nie postulowała zjednoczenia Niemiec i już wiosną 1990 r., w wolnych wyborach, została zmieciona (dostała mniej niż 3 proc. głosów).
Marion Brandt, niemiecka germanistka wykładająca w Gdańsku, w swojej ponad 600-stronicowej pracy zajęła się samoświadomością wschodnioniemieckich intelektualistów i ich wyobrażeniami o Polsce. Koncentruje się na tym, jak intelektualiści - takie określenie jest lepsze, bo chodzi nie tylko o pisarzy, jak sugerowałby tytuł książki - postrzegali walkę Polaków o demokrację w 1956 r. i w latach 1980-81 (Październik i "Solidarność"). Na ile nowe doświadczenia lat 1956 i 1980-81 potwierdzały funkcjonujące w Niemczech Wschodnich narodowe i ideologiczne stereotypy o Polakach - "polnische Wirtschaft", "polska anarchia", "polskie umiłowanie wolności", "polski nacjonalizm / antysemityzm / antykomunizm" - a na ile je przełamywały.
Brandt wykonała pracę imponującą: przeanalizowała nieznane dokumenty z archiwów polskich i niemieckich, teksty publicystyczne, literackie i wspomnienia, przeprowadziła rozmowy ze świadkami. Z masy materiału wyłania się obraz jasny, choć dla tych, którzy interesują się historią NRD, niezbyt zaskakujący: za Odrą niechęć i często niezrozumienie sytuacji w Polsce, szczególnie w latach 80., dominowały nad sympatiami, nie mówiąc już o jakimś poczuciu wspólnoty.
Szukanie politycznych, ideowych i psychologicznych przyczyn tego, że (mówiąc w skrócie) nigdy nie powstała "Solidarność Polsko-Niemiecka", jest tym ciekawsze, że jeśli spojrzymy na historię Polaków, Niemców, Węgrów, Czechów i Słowaków z czasów walk "o wolność waszą i naszą", to okaże się, że przesłanki historyczne nie były wcale tak odmienne: Polacy walczyli nie tylko w węgierskiej, także w niemieckiej Wiośnie Ludów 1848-49 r., z kolei Niemcy solidaryzowali się z powstaniem listopadowym 1830-31 i z naszą Wielką Emigracją. Jednak po 1945 r. okazało się, że hasło "o wolność waszą i naszą" trafia wprawdzie do Polaków i Węgrów (w 1956 r. powstanie węgierskie zaczęło się pod pomnikiem Bema, potem Polacy oddawali krew dla walczącego Budapesztu), w mniejszym stopniu do Polaków, Czechów i Słowaków, nie trafia natomiast do większości wschodnich Niemców.
Nie trafiało też, dodajmy, do większości Polaków, gdy jesienią 1989 r. zaczęły się wielkie demonstracje w NRD: w Polsce, obok obojętności, przeważała wówczas obawa, że obalenie komunizmu w NRD może doprowadzić do zjednoczenia Niemiec i podważenia zasady nienaruszalności naszej granicy. Obaw tych nie podzielała zresztą, co warto zaznaczyć, spora część polskiej opozycji, rozumiejąc już wtedy, że zjednoczenie Niemiec w dalszej perspektywie umożliwi Polsce integrację z Zachodem.
Marion Brandt weszła na teren dotąd niemal nieznany i rzuciła wyzwanie historykom, niemieckim i polskim. Ci pierwsi, mający od 14 lat idealne wręcz warunki do badań nad NRD (państwem, którego już nie ma) mogliby zająć się reakcjami i relacjami NRD-Polska w latach 80. i jesienią 1989 r. Historycy polscy z kolei powinni wreszcie przyjrzeć się recepcji Niemiec Wschodnich w Polsce, a także różnicom w postrzeganiu NRD i Republiki Federalnej.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny