adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Ksiazki nr 24/2003

„Książki w Tygodniku”
„TP” nr 24/2003



  Tygodnik Powszechny


  Felietony

  Tematy miesiąca


STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Śląsk w sarkofagu

Krzysztof Karwat

Wersja do druku
Napisz komentarz

W odautorskim posłowiu do "Finis Silesiae" Henryk Waniek w dość osobliwy sposób zwierzył się ze swych pisarskich wątpliwości i niepokojów. Wyznał, że - ni mniej, ni więcej - chciał pomysłem na tę powieść "zarazić znajomą pisarkę".

Wolał, by tę książkę napisał kto inny? Dlaczego? Bo historia niemieckiego fotografa i jego modelki, podróżujących po Śląsku końca lat 30. minionego wieku, wyczytana ze zdjęć, a właściwie wymyślona przez Wańka, który przypadkiem natknął się na wydany w roku 1940 album "Die Schlesische Landschaft", zrazu wydała się mu "trochę tania, w stylu gazetowych powieści w odcinkach, awantur miłosnych z ukrytym kluczem".
Może przestraszył się swojej fantazji, która kazała mu w fotograficznych pejzażach bliżej mu nieznanego wrocławianina Karla Franza Klosego dostrzec projekcję życia, które być może mogłoby być także jakąś fantasmagoryczną wersją jego artystycznego i człowieczego losu. Cóż z tego, że Klose wydał swe dzieło w roku, w którym Waniek dopiero gotował się do przyjścia na ten świat? I w tym przecież dostrzec można jakiś tajemny znak. Wiemy zaś, my, którzy znamy malarską twórczość Wańka i takie jego książki, jak na przykład "Hermes w Górach Śląskich", że autor "Finis Silesiae" od czasów młodości nieprzerwanie penetruje Sudety, przemierza tamtejsze wioski i miasta, zagłębiając się w historię i mistykę tej ziemi i tej prastarej kultury, której ślady zostały zatarte i wymagają już tylko czułości, dociekliwości i właśnie wyobraźni.

Henryk WANIEK: "FINIS SILESIAE". Wrocław 2003, Wydawnictwo Dolnośląskie

Finis Silesiae? Tak, w jakimś sensie tamten Śląsk umarł. Nie ma już tamtych ludzi, a nawet ich potomków. Nie ma marniejących z roku na rok materialnych dowodów ich istnienia. Zostały góry, ale kiedy spogląda się na nie poprzez pryzmat zdjęć wykonanych 60 lat temu, to nawet one wyglądają jakby inaczej. Dlaczego w tej wiosce nie ma już tak wielu budynków? A tam? Dlaczego w niebo nie sterczy już kościelna czy zamkowa wieża? Gdzie się podziały tamte drzewa? Też umarły?
Ileż to razy Waniek-malarz, Waniek-eseista, Waniek-pisarz błądził po Śląskich Górach tylko po to, by zadawać sobie takie właśnie pytania i snuć odpowiedzi tyleż prawdziwe, co prawdopodobne. Klose mógł być owładnięty tą samą pasją, skoro w nazistowskich Niemczech, już gotowych do podpalenia tego świata, nie zobaczył ani jednej swastyki, ani jednego propagandowego emblematu tamtej epoki. Nie zobaczył, bo je świadomie ominął, zlekceważył, uciekając w piękno natury, nie skażonej fanatyzmem i zbrodniczą ideologią.
W "Finis Silesiae" Klose nazywa się Paul Scholz i mieszka w Gliwicach. Jego dziewczyna, która pojawia się na niektórych fotografiach z albumu i osobliwie zawsze na nich skrywa twarz, to Brigitte, bytomianka, która pielęgniarskie praktyki odbywa w Głubczycach. Łączy ich uczucie, ale dzieli to wszystko, co za chwilę, bo już we wrześniu roku 1939, bezwiednie i brutalnie wtargnie nie tylko w ich życie. No i tak powstał co się zowie romans. Gęsty i długi, więc można by go, niejako wbrew woli autora, drukować nawet "w odcinkach". Jednak z owej chwili pisarskiego zawahania, z owych wątpliwości, które targały autorem, powstała nowa wartość.
Gatunkowo "Finis Silesiae" jest wprawdzie powieścią, wyraźnie jednak podszytą esejem. Waniek nie byłby Wańkiem, gdyby, podróżując za swymi bohaterami między Gliwicami i Zgorzelcem, nie ujawniał się również jako narrator, który wie, co stanie się potem. Który wie, że stygmaty śmierci tamtego świata muszą być odkryte i z sarkazmem ujawnione. Zachowuje się więc jak ktoś, kto zna klucz do sarkofagu, w którym zmieścił się cały Śląsk, nie tylko Paul i Brigitte. Uchylił wieko, a nam, czytelnikom, kazał zaglądnąć do środka, abyśmy się zachwycili widokiem uśmierconego kraju. Z zachwytu i zdziwienia, że coś, co tętniło życiem, może nagle i nieodwołalnie umrzeć, powstała ta piękna, choć smutna książka.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny