adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Ksiazki nr 20/2003

„Książki w Tygodniku”
„TP” nr 20/2003



  Tygodnik Powszechny


  Felietony

  Tematy miesiąca


STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
"Pod władzą książek"

Ta biedna publiczność

Andrzej Rostocki

Wersja do druku
Napisz komentarz

Na okładce kwietniowego, bardzo ciekawego numeru "Więzi", uwagę czytelnika przykuwa dramatyczne pytanie wydrukowane czarnymi literami na białym, bezlitosnym dla czerni tle: Czy krytyka umiera? Świetnym pomysłem autorki okładki Anny Gosiewskiej-Bimer było takie zaprojektowanie wyrazu "umiera", że kolejne jego litery są coraz mniej widoczne. Pochłania je żarłoczna biel, co sugeruje, że z wyraźną niechęcią wraz ze znakiem zapytania - całkowicie w tym kontekście niewinnym - odchodzą w zaświaty.
Każdą refleksyjną istotę, od wielu lat poddaną presji ekspertyz o niechybnym końcu naszego, z takim trudem zbudowanego świata, bolesne i długotrwałe konanie krytyki musiało jeśli nie przerazić, to przynajmniej zafrasować. W końcu większość z nas widziała w swoim krótkim życiu krytyków obydwu płci i nie sprawiali oni wrażenia, że w najbliższym czasie, jak wynika z gasnących liter okładki, niebawem opuszczą nasz nieszczęsny i niewdzięczny padół. Oblicza u wszystkich rumiane i radosne, a oczka bystre i świdrujące, czujnie wypatrujące kolejnych, konających w męce twórczej, ofiar.
Ale te nauczone wieloletnim doświadczeniem łatwo życia nie chcą oddać - kryją się po prowincjonalnych kątach (trzeba do nich jeździć aż z Warszawy, a przecież nie wszędzie można dojechać Intercity), chowają się za politycznymi fasadami i, by zwiększyć szanse przetrwania, łączą się w grupy, wspólnoty i koterie. Prawdziwych mistrzów oceny takie niegodne postępowanie mierzi, ale najbardziej nawet bezlitosny, lecz samotny krytyk staje często wobec przeważającej ilościowo grupy artystycznych nieudaczników. Aby zatem wykonać swoją dziejową misję musi, acz z oczywistą niechęcią, również tworzyć bojowe wspólnoty.
Są to, jak wynika z przytoczonych w "Więzi" głosów wybitnych artystów i pisarzy, grupy krytyków skupione wokół określonych pism, połączone związkami pokoleniowymi oraz emocjonalnymi, w bardzo szerokim sensie tego słowa. Właściwie trudno mówić, po odejściu lub rezygnacji wielu wybitnych krytyków starszego pokolenia, o jakiejkolwiek misji i powołaniu. O wszystkim decydują kryteria indywidualne i niejasne, wręcz skrajnie subiektywne. Etos jakże ważnego dla kultury zawodu przestał, jak wynika z dyskusji, istnieć.
W konsekwencji stoją naprzeciw siebie dwie przekonane o swoich niezwykłych kompetencjach armie, uzbrojone w wierne watermany (tradycjonaliści) lub laptopy (awangarda), a po ziemi niczyjej między nimi miota się bezradna i przerażona swoją niewiedzą publiczność: widzowie teatralni, amatorscy wielbiciele malarstwa i rzeźby, kinomani i wreszcie kompletnie ogłupiali czytelnicy. Bez względu, w którą stronę się zwrócą, poszukując estetycznych doznań lub kompetentnych wskazówek dotyczących sposobu ich przeżywania, marsowe oblicza i dłonie ukryte w zbrojnej wiedzą rękawicy wskazują stronę przeciwną. Przesłanie tego gestu jest jasne - tam idźcie szukać rady, niewdzięcznicy, niech oni wam powiedzą, o co chodzi w sztuce, kinie czy literaturze.
Ileż razy można znosić upokorzenia i intelektualną degradację nawet ze strony grup tak kompetentnych i wysoko stojących w hierarchii społecznego prestiżu? Odbiorcy różnych sztuk (i literatury także) rezygnują z poszukiwania rad w estetycznym labiryncie kultury i zdają się tylko na siebie lub krytyków domorosłych, których nigdy nie brakuje w przynajmniej kilku zaprzyjaźnionych domach. A nad ich pochylonymi w pokorze przed sztuką i jej krytykami głowami przelatują z medialnym łoskotem teksty ocenne i szydercze na nie odpowiedzi. Strach podnieść głowę, by na zawsze nie być jej pozbawionym. W ten sposób, prosty acz skuteczny, zamiast współpracy służącej rozwojowi sztuk wszelakich trwa nieustająca wojna, w której nigdy nie będzie zwycięzców. Na pewno jednak można wskazać stronę przegraną. Jest nią publiczność, o której obydwie strony zapominają.
Jednak nie wszyscy. W dowcipnie schizofrenicznym tekście Jerzego Sosnowskiego "Krytyk Jekyll i pisarz Hyde" pojawia się wreszcie i ona: "Co jest słabością tego dwugłosu? Nieobecność... czytelników. Relacja między krytykami a literatami, zawsze i z definicji zaogniona, jest bowiem - wbrew pozorom całkowicie drugorzędna. Krytyka literacka, podobnie jak twórczość, ma sens, o ile stanowi służbę wobec publiczności (co nie oznacza, a nawet nie powinno oznaczać schlebiania jej najtańszym gustom)".
Ze zdaniem w nawiasie nie do końca się zgadzam, ale to jest już temat na całkowicie inne opowiadanie.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny