adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Ksiazki nr 17/2003

„Książki w Tygodniku”
„TP” nr 17/2003



  Tygodnik Powszechny


  Felietony

  Tematy miesiąca


STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
Krzyś

Andrzej Rostocki

Wersja do druku
Napisz komentarz

Wizyta w księgarni zawsze wywołuje we mnie ogromne wzruszenie. Nawet kilkanaście minut w niej spędzonych jest w stanie ukoić najbardziej skołatane nerwy. Może dlatego tak często w nich bywam. Szkoda, że nie istnieją psychoterapeutyczne grupy dla miłośników książek. Z pewnością mogliby je prowadzić Jacek Santorski, Wojciech Eichelberger lub Andrzej Samson.

Z dzieciństwa zapamiętałem dotkliwy brak ciekawych książek do czytania. Zaspokojenie tej niezmiernie ważnej wtedy potrzeby nie było do końca możliwe z powodu braku dużej biblioteki domowej i sporej odległości do najbliższej biblioteki publicznej. W końcu kilkukilometrowy spacer po najbardziej nawet ukochany tytuł ścieżką przez gęsty las nie był za bardzo wskazany. Nawiązanie do bajki o "Czerwonym Kapturku" nie jest całkowicie przypadkowe, chociaż wilki w naszych nadnoteckich lasach zostały wybite już w XVIII wieku. Można było jednak spotkać w nich inne niebezpieczne zwierzęta. W podaniach ludowych do najgroźniejszych należały dziki (szczególnie locha z młodymi), wściekłe lisy oraz zające. Kto nie spotkał na swojej drodze trawionego chorobą zająca z paszczą ociekającą krwią po zjedzeniu kolejnego bibliotekarza, ten nie zrozumie prawdziwie ludzkiej trwogi. Ta uwaga dotyczy nawet tych, którym nieobce jest wnikliwe studiowanie Kierkegaarda. Doświadczyłem jej, więc wiem, co piszę. Tak na marginesie warto zauważyć, iż nie wiadomo do końca, co sprawia, że jedni ryzykując nawet życie, szukają zaciekle i konsekwentnie lektur, a inni ich jak ognia unikają. Zapewne warto zawierzyć w tych kwestiach psychologom, którzy twierdzą, na podstawie badań, że czytanie angażuje ogromne partie mózgu. Dla wielu osób taki wysiłek może być męczący, a nawet śmiertelny. Słusznie więc ceniąc wyżej życie niż przyjemność czytania, unikają książek jak trucizny.
Z ostatnich badań Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej (przeprowadzonych w 2002 r.) wynika, iż osoby tak dbające o swoje zdrowie stanowią 44 proc. polskiego społeczeństwa w wieku powyżej 15 lat. Optymiści mogą powiedzieć od razu, że jednak większość, czyli 56 proc. deklarowała kontakt z książką. Nie chcę być nadmiernie okrutny, ale od razu dopowiem, że "czytelnicy rzeczywiści", którzy przyznają się do czytania siedmiu i więcej książek rocznie, stanowią tylko 23 proc. społeczeństwa. Poza tym zawsze trzeba pamiętać, że sytuacja wywiadu kwestionariuszowego, dotycząca takich właśnie problemów, uruchamia mechanizmy obrony własnej samooceny, można więc przypuszczać, że nawet ta wartość jest nieco zawyżona. A przecież oznacza to mniej niż jedną książkę przeczytaną w ciągu miesiąca. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jesteśmy społeczeństwem ludzi ciężko pracujących, którym po powrocie z pracy do domu oczy się zamykają nawet na widok kolejnego odcinka ulubionego serialu w telewizji i ani mi na myśl nie przychodzi wyrzekać na brak wdzięczności dla wysiłku pisarzy, wydawców, tłumaczy, hurtowników, księgarzy i krytyków, nie mówiąc już o coraz liczniejszych autorach list bestsellerów.
Zastanawiam się tylko, idąc tropem wykładu Krzysztofa Pomiana "Czytam, więc myślę" wygłoszonego 27 marca na spotkaniu poświęconemu programowi czytelnictwa w Polsce (przygotowanemu przez ministra kultury) i opublikowanego w "Rzeczpospolitej" ("Plus Minus" z 5-6 kwietnia), jakie może to mieć konsekwencje dla naszej przyszłości. Znakomity filozof przypomina: "Czytanie - to zatem zmienianie własnej psychiki, kreowanie samego siebie, wyposażanie się w zdolności, które wprowadzają niejako umysł w inne wymiary". A pod koniec wykładu wypowiada zdania po prostu prorocze: "Zapominamy też chyba, że niepodobna stworzyć społeczeństwa otwartego tam, gdzie jest znaczny odsetek zamkniętych umysłów. Obok wymiaru kulturowego, o którym była tu głównie mowa, upowszechnienie umiejętności czytania ma również, jak widać, istotny wymiar polityczny".
Miałem więc ogromne szczęście, że na początku swojego życia spotkałem Kubusia Puchatka. I cieszę się, że upłynęło już tyle lat, a dzieci ciągle mogą czytać to, co i ja na zawsze zapamiętałem: "Z oczami ciągle zwróconymi na świat Krzyś wyciągnął rękę i poszukał łapki Puchatka. - Puchatku - rzekł Krzyś poważnie - jeśli ja... jeśli ja już nie będę... - tu urwał i zaczął znowu - ty rozumiesz, prawda? - Co rozumiem? - Ach nic! - zaśmiał się Krzyś i zerwał się na nogi. - Chodźmy! - Dokąd? - spytał Puchatek. - Wszystko jedno dokąd - rzekł Krzyś".

PS. Christopher Robin Milne (Krzyś) zmarł 20 kwietnia 1996 roku.


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny