adres: ul. Wiślna 12, 31-007 Kraków
tel: (0-12) 422 25 18, 422 23 11
fax: (0-12) 421-67-31
e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl
REDAKCJA ARCHIWUM PROMOCJA REKLAMA PRENUMERATA
 
Główna strona

Ksiazki nr 17/2003

„Książki w Tygodniku”
„TP” nr 17/2003



  Tygodnik Powszechny


  Felietony

  Tematy miesiąca


STAŁE DODATKI

UNIA DLA CIEBIE

KSIĄŻKI W TYGODNIKU

FILM W TYGODNIKU

JAZZ W TYGODNIKU

APOKRYF

KONTRAPUNKT


To jest strona archiwalna.

Aktualna strona internetowa "Tygodnika Powszechnego" znajduje się pod adresem www.TygodnikPowszechny.pl

Projekt, wykonanie, obsługa:
Verbanet
PRL kontra polski Kościół: konflikt o obchody Tysiąclecia

Milenium marnowanych szans

Ks. Jan Kracik

Wersja do druku
Napisz komentarz

Chrzest Mieszka I w 966 r. zapoczątkował wzajemne wspieranie się, czy wręcz symbiozę Państwa i Kościoła w Polsce. Świętowanie milenium tego wydarzenia przyrównać można do złotego wesela urządzanego przez współmałżonków osobno i połączonego z wzajemnym oskarżaniem się przed dziećmi: obywatelami i wiernymi.

Książka Bartłomieja Noszczaka opisuje szczegółowo wieloletni spór komunistycznych władz państwowych i Episkopatu "o kształt obchodów tysiąclecia powstania państwa polskiego i jego chrztu" oraz sam konfrontacyjny przebieg tych obchodów. Dawnym publikacjom na ten temat autor zarzuca, że pisane były "propagandowym językiem władz państwowych", w nowszych zaś dostrzega skłonność do apologetyki i idealizowania strony kościelnej. Dystansując się wobec obu tendencji, skupił się nie na ich analizowaniu, lecz na omówieniu programów, przygotowań i przebiegu państwowych i kościelnych uroczystości milenijnych.

Bartłomiej Noszczak ""Sacrum" czy "profanum"? - Spór o istotę obchodów milenium polskiego (1949-1966)", Warszawa 2002, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Instytut Pamięci Narodowej


Walka o człowieka

W normalnym demokratycznym kraju obchody takie uzupełniałyby się doskonale, a kościelni i państwowi przywódcy gratulowaliby sobie wzajem. Jedni dziękowaliby drugim za uczczenie Tysiąclecia tysiącem nowych szkół, ci zaś tym pierwszym za akcentowanie potrzeby podniesienia poziomu moralnego społeczeństwa w trakcie nowenny lat przed 1966 r. Ale było inaczej.
"Zarówno Kościół, jak i władze państwowe postrzegały obchody Tysiąclecia w sposób jednowymiarowy", urządzając je równolegle, według osobnych programów i "starając się skupić wokół nich jak największą część społeczeństwa". Była to nie tyle bitwa o pamięć, a więc o społeczną świadomość historycznych zasług czy win Państwa i Kościoła, co rywalizacja o miejsce ich teraźniejszej postaci w tejże świadomości.
"Cechą wspólną milenijnych programów Kościoła i władz państwowych była walka o człowieka. Obie strony organizowały szerokie akcje, które mobilizowały społeczeństwo". Istotne różnice ideowe nie wykluczały - jak to w rywalizacji - zapożyczania środków i częściowego upodobnienia. Konkurujące strony nie pozostawiły przypadkowi frekwencji na głównych obchodach, a obchody w terenie odbywały się według scenariuszy układanych centralnie. Były czyny społeczne i czyny soborowe, peregrynacja "obrazu Nawiedzenia" i przemierzające także kraj "sztafety Tysiąclecia", dbałość o emblematy, symbole.
Obie strony - dodajmy - eksponowały, jak w dziejach wszelkich konfrontacji, swych przywódców, za którymi podczas ich przemówień stawali murem pozostali prominenci, z rzadka dostępując prawa głosu. Do kolegialności było daleko zarówno Komitetowi Centralnemu, jak i Episkopatowi, chociaż obydwa ciała winny się do niej skłaniać, gdyby bardziej konsekwentnie stosowały się do własnych doktryn. Wojna, także słowna, ma jednak własne mechanizmy, które zamykają w nawias niejedną zasadę.
Niekonsekwencje napędzały się wzajemnie. Im bardziej rząd, wyznający wszak teoretycznie zasadę wolności sumienia, usiłował ograniczać zewnętrzne formy masowej pobożności, tym usilniej bronił ich Kościół, który w czasach wolności nie przywiązywał do nich aż takiej wagi. Utrudniana pielgrzymka, zakazana procesja, zatrzymany peregrynacyjny obraz co jakiś czas stawały w centrum kościelnej uwagi, bardziej niż wielkie problemy doktrynalne czy etyczne. Im większa procesja czy pielgrzymka, tym odważniej występował przemawiający do niej hierarcha i tym mniej mówił o Bogu, a więcej o rządzących, że ograniczają wolność religii i źle pojmują rację stanu. Ludzie bili brawo, a władze zarzucały biskupowi, że robi z ambony trybunę, po czym jeszcze bardziej przeszkadzały urządzaniu następnych obchodów. Co, z przekonania czy przekory, jeszcze bardziej zachęcało do nich ludzi.
W sumie zwalczające kościelną aktywność milenijną władze bardziej tej aktywności pomogły niż zaszkodziły. I odwrotnie, szykanowani przez władze co bardziej upolitycznieni kaznodzieje, niezależnie od ich zamiarów, bardzo byli tym władzom potrzebni jako argument za dalszym uprzykrzaniem życia Kościołowi. Same obchody Tysiąclecia stanowiły tylko fragment wielopłaszczyznowego i zadawnionego konfliktu, w którym w miarę wzajemnego zaostrzania sytuacji w Partii wzmacniało się znaczenie ideologicznych jastrzębi, w Kościele zaś w górę szli bojownicy. Do dziś ich kiepscy imitatorzy nie potrafią żyć bez wroga i mają się za prześladowanych.

Głosowanie nogami

Książka omawia przede wszystkim podejmowane przez władze kościelne i państwowe działania i przeciwdziałania, używane przez przywódców argumenty i środki propagandowe. Skupiając się na tej interakcji, autor nie pomija przecież i tego, co obu stronom wyznaczało jej granice, czyli postaw społeczeństwa. W zdecydowanej większości nie akceptowało ono forsowanej przez rząd ateizacji i było przekonane, że tożsamość narodową gwarantuje bardziej Kościół niż Partia.
Te przekonania milionów ludzi głosujących nogami stanowiły najważniejsze ograniczenie rządowych działań przeciw Kościołowi i najważniejsze oparcie dla biskupów, gdy występowali przeciwko tym posunięciom. Gdyby nie wywołane rozgoryczeniem i oporem społeczeństwa osłabienie partyjno-państwowych struktur oraz przesilenie roku 1956, reżimowy dyktat wobec Kościoła trwałby nadal niewzruszony, a niezłomnym hierarchom - podobnie jak w krajach sąsiednich - przybywałoby tylko lat w więzieniach, a nie rzesz słuchających ich w Gnieźnie, pod Jasną Górą czy na Skałce w Krakowie. Które to oczywistości docierają w minimalnym stopniu do części autorów heroizowanych biografii owych biskupów.
Na obchodach Milenium chrztu i państwa zaciążył antagonizm kościelno-państwowy, co spowodowało, że "Tysiąclecie stało się jubileuszem straconych szans na jego pełne, godne uczczenie. Przerodziło się ono w konflikt wzajemnych uprzedzeń i wywołało złudzenia zarówno władz państwowych, jak i Kościoła, w możliwość zdobycia władztwa nad duszami. Obchody Milenium pokazały, że w istocie żadna ze stron nie odniosła na tym polu zdecydowanego sukcesu. W tym świetle konflikt o Tysiąclecie był przegraną władz państwowych, ale okazał się także pyrrusowym zwycięstwem Kościoła. O duchowym programie Wielkiej Nowenny w istocie zapomniano szybko (nie wspominając o jego realizacji), zaś wprowadzanie w życie zasad Vaticanum Secundum trwa właściwie do tej pory".


Archiwum | Redakcja | Prenumerata | Reklama | Ludzie Tygodnika | Archiwum felietonów | Historia pisma
Archiwum Jerzego Turowicza | Unia dla Ciebie | Książki w Tygodniku | Film w Tygodniku |
Jazz w Tygodniku | Apokryf | Kontrapunkt

© 2000 Tygodnik Powszechny