|
|
Listy

"Krewieństwo i miłość"
Joanna Olech w artykule "Patos i zwykłe dobro" ("TP" nr 31/03) nie
wspomina o związkach Kornela Makuszyńskiego z Litwą. Pisarz dobrze poznał ten kraj,
ponieważ przez pewien czas tam mieszkał, a poemat "Pieśń o ojczyźnie" częściowo
poświęcił Litwie.
Emilia Bażeńska (1881-1926), córka Michała Ignacego Bażeńskiego (zm. w 1902 r.), właściciela
majątku Burbiszki (Burbiškěs) w obecnym rejonie radziwiliskim (Radviliškěs) na Żmudzi,
w latach 1908-10 studiowała na Uniwersytecie Lwowskim. We Lwowie w 1910 r. poznała
Kornela Makuszyńskiego, zaprosiła go do brata Michała Bażeńskiego, ówczesnego właściciela
Burbiszek. Makuszyński poznał okolicę, dwór i dobrze utrzymany majątek, duży park, w
którym było kilka stawów i sadzawek, mosty kamienne i drewniane oraz pierwszy na Litwie
pomnik Adama Mickiewicza, dłuta Kazimierza Ulańskiego (1878-1914) z Poniewieża, ucznia
Konstantego Laszczki z Krakowa. Po roku narzeczeństwa Emilia Bażeńska i Kornel Makuszyński
pobrali się. Makuszyński w latach 1913-14 mieszkał w Burbiszkach. Rozkochany w
architekturze zakopiańskiej, przywiózł spod Tatr domek i postawił go w parku. Było to
kuriozum, ponieważ na równinach żmudzkich domek zakopiański niezbyt dobrze się
prezentował. Domek Makuszyńskiego w Burbiszkach przetrwał do drugiej wojny światowej i
dopiero w czasie wojny, jak oświadczył mi bratanek Emilii Makuszyńskiej, Adam Bażeński,
spłonął z częścią zabudowań dworskich. Podobno w tym domku Makuszyński, w latach
1923-24, podczas wakacji napisał poemat "Pieśń o ojczyźnie". W Burbiszkach
zastała go pierwsza wojna światowa. Makuszyńskiego, jako obywatela wrogiego Rosji państwa
austriackiego, aresztowano i internowano z żoną w głębi Rosji.
We wrześniu 1914 r. Makuszyńscy wyjechali do Kostromy. Dzięki staraniom szwagra Michała
Bażeńskiego, a także pomocy aktorów Stanisławy Wysockiej i Juliusza Osterwy,
zwolniono ich z internowania i pozwolono w 1915 r. zamieszkać w Kijowie, gdzie pisarz
został prezesem Związku Literatów i Dziennikarzy Polskich oraz kierownikiem literackim
Teatru Polskiego. W 1918 r. Makuszyńscy wrócili do Polski i zamieszkali w Warszawie. W
1924 r. Makuszyński wydał poemat "Pieśń o ojczyźnie", za który w 1926 r.
otrzymał nagrodę państwową. W latach 1922-25 Makuszyńscy bywali w Burbiszkach,
ponieważ Emilia miała w sąsiedztwie folwark Pojule, który dzierżawił, a później
kupił, brat Michał. Emilia zmarła w 1926 r. na gruźlicę. Pochowano ją na Powązkach
obok grobu Władysława Stanisława Reymonta, jej przyjaciela. Makuszyńska miała wielu
przyjaciół pośród literatów. W jej sztambuchu pozostały wpisy m.in. Józefa
Weyssenhoffa, Edwarda Leszczyńskiego, Włodzimierza Perzyńskiego. Po śmierci żony
Kornel Makuszyński zerwał z Litwą, nigdy więcej tam nie pojechał. Jednakże
wspomnienia z Litwy pozostawił w następujących strofach:
W tamtej to stronie lud jest zasiedziały,
Jak dąb wieczysty, zasię w jego słojach,
Tysiąc wyczytasz lat żywota chwały,
Serce swe dumnie zahartował w bojach,
Krwią nie inkaustem pisząc swe annały...
Co w jakichś starych wyczytałem zwojach.
Zaś ja, włóczęga, ciągle śniąc o gwieździe,
Żonę w litewskim tem znalazłem gnieździe.
Stąd moje z Litwą krewieństwo i miłość (...)
MIECZYSŁAW JACKIEWICZ
(Olsztyn)
Zaniżone dane
W "Ściądze z Francji" (dodatek francuski z serii "Unia dla Ciebie",
"TP" nr 31/03) przeczytałem, że wyznawców islamu jest we Francji 4 proc. Są
to chyba dane zaniżone. O kilkunastu procentach czytałem w prasie francuskiej już w
2001 r. i to przed 11 września. Również 65-proc. udział źródeł atomowych w
produkcji energii jądrowej we Francji to stanowczo zbyt niski wskaźnik. W 2000 r. udział
ten wynosił już ponad 78 proc., a w ostatnich dwu latach jeszcze się zwiększył do
minimum 80 proc. (źródła: www.electricitedefrance.fr; Janet Wood "Looking ahead. A
bigger role for nuclear in Europe?", Electricity International, maj 2001).
RAFAŁ MAJDA
(Łódź)
Spotkanie w Nadliwiu
Zapraszam dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym do lat 15 oraz ich rodziny do udziału
w ,,Integracyjnych Dniach Modlitwy", organizowanych w Domu Fundacji Dzieci-Dzieciom w
Nadliwiu, blisko Wyszkowa n/Bugiem (woj. mazowieckie). Podczas Dni, od 20 do 30 sierpnia
2003 r., przez różańcowy dialog rodzinny będziemy budować "Kościół obecności"
w środowisku domowym. Codziennie będziemy prowadzić różaniec dialogowany, aby doświadczyć
siły różańca w dialogu rodzinnym.
Zgłoszenia proszę przesyłać pod adresem: Fundacja Dzieci-Dzieciom Nadliwie 05-281
Urle; tel. 0-25, 62-40-407; e-mail: dziecidzieciom@wp.pl
Ks. KRZYSZTOF MAŁACHOWSKI OS
Pomóż hospicjum
Hospicjum św. Jana Ewangelisty w Szczecinie organizuje kolonie letnie dla dzieci
osieroconych, pozostających pod naszą opieką. Prosimy o wsparcie finansowe. Przywróćmy
wspólnie tym dzieciom uśmiech, radość i chęć do życia. Za ofiarowany dar serca
serdecznie dziękujemy.
Oto numer naszego konta:
BH SA o/Szczecin - 10301276-35164000,
z dopiskiem "Kolonie".
Ks. KRZYSZTOF BIERNAT SAC
dyrektor hospicjum
Wizy a sprawa łopat
Opublikowany na łamach "TP" (nr 31 br.) felieton Jacka Podsiadły "Po
pierwsze, nie mają łopat" spowodował, że zdecydowałam się zabrać głos w
poruszonej przez Autora sprawie polityki wizowej wobec wschodnich sąsiadów Polski.
Drugim powodem polemiki jest fakt, że ponad połowa artykułu pana Podsiadły jest poświęcona
krytycznemu "omówieniu" mojej analizy "Siedem mitów na temat
Kaliningradu" (wydawnictwa Ośrodka Studiów Wschodnich, 2002). Lektura tekstu Jacka
Podsiadły kojarzy się z propagandową produkcją wykonaną na zamówienie obecnej
polityki zagranicznej władz Federacji Rosyjskiej. Zbieżność argumentów i sposobu
rozumowania jest wręcz zaskakująca. Jednak to, co wydaje się zrozumiałe w wydaniu
rosyjskiego polityka czy urzędnika, reprezentującego interes swojego kraju, jest jednak
pewną niespodzianką, gdy wychodzi spod pióra, jak mniemam, poważnego polskiego
publicysty. Pozwolę sobie pokrótce odnieść się do kolejnych tez zawartych w
felietonie Podsiadły.
1. Autor nie widzi sensu wprowadzania wiz wobec wschodnich sąsiadów Polski. "Nie
potrafi pojąć" związku między tą, jego zdaniem, zbędną biurokratyczną
procedurą a uszczelnianiem granic. Tymczasem związek jest oczywisty. Wprowadzając wizy,
można ograniczyć nielegalny handel oraz nielegalną migrację zarobkową. Nielegalny
handel uszczupla budżet państwa o znaczne kwoty z opłat celnych i podatków oraz
pozbawia władze możliwości ochrony rodzimego przemysłu czy rolnictwa. Z kolei masowo
podejmowana przez cudzoziemców "praca na czarno" odbywa się z pominięciem
podatków i ubezpieczeń społecznych, kosztem zmniejszenia liczby legalnych miejsc pracy.
Ograniczanie tych niekorzystnych praktyk jest dla cywilizowanego państwa bardzo pożądane.
2. Niezrozumiałe dla Jacka Podsiadły przyczyny konieczności "odgradzania się od
przyjaciół ze Wschodu" w imię "zacieśniania więzów internacjonalistycznej
przyjaźni z Belgami czy Francuzami" są również jasne: taki jest wymóg integracji
z UE. Wolno nam uważać go za słuszny lub nie, ale jeśli chcemy stać się członkiem
Wspólnoty Europejskiej, musimy się temu wymogowi podporządkować. Możemy zaniechać
bratania się z Zachodem i kontynuować, tak nostalgicznie wspominane przez Jacka Podsiadłę,
"50 lat zżywania się ze Wschodem". Dla mnie jednak taka alternatywa nie wydaje
się atrakcyjna.
3. Za niepolityczne uznałabym też nazywanie tranzytu do Kaliningradu podróżowaniem z
"Rosji do Rosji" i traktowanie swobody podróży obywateli Federacji Rosyjskiej
na tej trasie za ich święte prawo. Jackowi Podsiadle wydaje się umykać, że gdzieś po
drodze znajduje się Litwa, o której nie wspomniano w felietonie ani razu. Tymczasem
Litwa jest krajem suwerennym i ma prawo decydować, kto i kiedy przekracza jej granice. Zwłaszcza
jeśli kontrola nad granicami jest warunkiem pełnoprawnego członkostwa w UE, do którego
Wilno dąży. Nikt chyba nie oczekuje, że Litwa zrezygnuje z europejskich aspiracji w imię
komfortu podróżowania przez jej terytorium obywateli rosyjskich.
4. Niezrozumiałe wydaje mi się oburzenie Jacka Podsiadły wobec zawartej w moim tekście
propozycji zapewnienia komunikacji z enklawą kaliningradzką przez rozwój połączeń
morskich i lotniczych, które nie wymagałyby przejazdu przez lądowe terytorium innych państw.
Pan Podsiadło sugeruje, że z powodu braku funduszy rozwój komunikacji morskiej i
lotniczej z Rosji do Kaliningradu jest równie nierealistyczny, jak pomysł przedostawania
się do Kaliningradu podkopem (przy użyciu jakoby brakujących w Kaliningradzie tytułowych
łopat). Jestem w pełni świadoma problemów finansowych Rosji. Niemniej uważam, że
kraj ten, jeśli jest w stanie przeznaczać ogromne sumy na wojnę w Czeczenii, może też
wygospodarować więcej pieniędzy na bezpośrednią komunikację z Kaliningradem (o czym
świadczy zresztą fakt, że w ciągu ostatniego roku fundusze przeznaczone na wspomniane
połączenia znacznie wzrosły).
5. Wreszcie Jacek Podsiadło kwestionuje też opisaną przeze mnie zależność między
wprowadzeniem wiz a większym komfortem przejazdu przez przejście graniczne. A przecież
spowodowane wprowadzeniem wiz ograniczenie mrówczego przemytu w znacznym stopniu powinno
zmniejszyć kolejki na przejściach granicznych między Polską a enklawą kaliningradzką.
Zatem i pan Podsiadło, i jego przyjaciele ze Wschodu (którzy, jak sądzę, nie podróżują
do Polski jako "mrówki" czy gastarbeiterzy) nie będą musieli stać w
kilkugodzinnych kolejkach przed szlabanem granicznym.
Rozumiem, że u podstaw przesłania zawartego w felietonie Jacka Podsiadły leży
deklarowana przez Autora głęboka sympatia wobec naszych sąsiadów ze Wschodu. Panie
Jacku, nie jest pan w niej odosobniony. Ja również mam wielu przyjaciół za naszą
wschodnią granicą i częściej jeżdżę w tamtym kierunku niż na Zachód. Boleję nad
koniecznością wprowadzenia wiz i negatywnymi konsekwencjami tego faktu. Rozumiem jednak,
że choć nieprzyjemne, posunięcie takie jest konieczne z punktu widzenia interesów
naszego kraju. Jeśli musimy wybierać między Wschodem i Zachodem, dobrobyt i przyszłość
Polski niewątpliwie należy wiązać z tym ostatnim.
KATARZYNA PEŁCZYŃSKA-NAŁĘCZ
kierownik Działu Rosyjskiego, OSW
Ani słowa o ojcach
Jestem osobą z ponad 30-letnim stażem małżeńskim. Stosując NPR, doczekaliśmy się
trójki dzieci, dwoje planowanych. Dzięki Bogu, zdrowie i sytuacja materialna sprawiły,
że nasze ukochane najmłodsze dziecko nie zubożyło, lecz wzbogaciło rodzinę. Usiłowania
wyjaśnienia zakazu stosowania nie-aborcyjnych środków antykoncepcyjnych brakiem miłości
albo szacunku są chybione. Takie jest aktualne nauczanie Kościoła, a obowiązkiem
katolika jest się do niego zastosować. Nauczanie jednak może się zmienić, jak stało
się to odnośnie "kalendarza małżeńskiego". Metody NPR nie są ani łatwe,
ani przyjemne, ani zbyt skuteczne. Ale też nigdzie nie powiedziano, że życie zgodne z
nauką Ewangelii i Kościoła takie będzie.
W naszych kościołach zaniedbano natomiast głoszenia nauk o odpowiedzialności mężczyzn,
wynikającej zarówno z poczęcia, jak obowiązku wychowania dziecka. Dlaczego kaznodzieje
mówią o zbrodniczych matkach, polityce, akcjach Jurka Owsiaka, a o ojcach ani słowa?
Czy mężczyzna, który nie łoży na utrzymanie dzieci, miewa kłopoty z rozgrzeszeniem?
A ten, który nie wytrzymał w rodzinie z kalekim dzieckiem, pozostawiając matce problemy
opiekuńcze i finansowe?
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)
Gdzie są odważni?
Przez niektóre głosy w dyskusji o antykoncepcji przemawiają: kalkulacja, lęk i obawa.
A przecież, jeśli wierzę, że Bóg mnie kocha i zabezpiecza moje życie, dlaczego miałby
nie zabezpieczać człowieka, który urodził się jako piąte czy ósme dziecko? Nie chcę
przez to powiedzieć, że jako rodzic nie muszę niczego robić dla jego rozwoju.
Przeciwnie - mam odważnie podejmować obowiązki, wierząc, że Bóg pozwoli mi je wypełnić,
tzn. ich efekt będzie dla nas dobry. Nie chcę też przez to zaprzeczać, że Bóg dał
człowiekowi rozum, którym powinien się kierować. Uważam, że właśnie dzięki
rozumowi człowiek potrafi pojąć Pismo św., mówiące o tym, aby nie troszczyć się
zbytnio o sprawy materialne; bądź że Bóg daje swoim przyjaciołom we śnie to, o co
inni zabiegają przez cały dzień oraz że synowie są darem Pana a owoc łona nagrodą
(Ps 127 - jak można być szczęśliwym, nie przyjmując tego?) czy inne fragmenty.
Mam pięcioro dzieci i ustawicznie przekonuję się, że Bóg działa w moim życiu. Przez
obecne propozycje pracy, które nie są częste u ludzi z moim wykształceniem, oraz przez
fakt, że mam czas dla dzieci.
Słyszałem kiedyś dwa midrasze żydowskie. Jeden o tym, że morze rozstąpiło się
dopiero wtedy, kiedy pierwszy Izraelita wstawił w nie stopę. Drugi o ojcu Mojżesza, który
nie chciał współżyć, bojąc się poczęcia dziecka. Było to w czasach niewoli
egipskiej, gdy faraon zabijał narodzonych chłopców. Usłyszał wówczas od córki:
,,Tato, ty jesteś gorszy od faraona. On zabiera tylko życie doczesne, a ty nie pozwalasz
począć się wiecznemu" (czy też do życia wiecznego). Odwagi!
(dane osobowe do wiadomości redakcji)
Wszystkie teksty oraz listy na ten temat są dostępne na naszej stronie internetowej:
www.tygodnik.com.pl/tematy/antykoncepcja/
|
|