Dwa końce wieku
Lektor
"Byśmy miłowali"
• Leszek Aleksander Moczulski: JEJ NIGDY ZA PÓŹNO - "Jest to poezja elegijna i ściszona,
próbująca opanować chaos i cierpienie wypełniające świat - przez odwołanie się do
podstawowego gestu współczucia i współodczuwania. Mógłby Moczulski powtórzyć słowa
Dietricha von Hildebranda: "Serce pod wieloma względami pełniej ucieleśnia
prawdziwe ja osoby niż rozum lub wola". Bo jest on niewątpliwie poetą serca, uznającym
bliskie pokrewieństwo poezji i dobroci". I drugi cytat: "Taka wizja porządku
świata jest wizją na wskroś chrześcijańską. Ku niej - poprzez sceptycyzm,
prometejskie oskarżenia, mozolny powrót do źródeł - zmierzała poezja Moczulskiego.
Dla jego bohatera Bóg staje się teraz pierwszą gwarancją i obroną Prawa natury i
Prawa moralnego. Jego nieustanna obecność doświadczana jest w najmniejszych
elementarnych przejawach życia.... Zadaniem człowieka jest odczytywanie takich znaków.
I tego najważniejszego: celu, jaki przed każdym został postawiony".
Cytat pierwszy, autorstwa Mariana Stali, pochodzi z tekstu opublikowanego przed czternastu
laty w "Tygodniku", po ukazaniu się tomu Moczulskiego "Odwitania z
Suwalszczyzną". Autorem cytatu drugiego jest Bronisław Maj, który blisko dwadzieścia
lat temu na łamach "Znaku" komentował przemiany w poezji Moczulskiego. Nowy
tom wierszy krakowskiego poety potwierdza konsekwencję jego drogi - i trafność
konstatacji obu recenzentów.
Pierwszą część tomu, zatytułowaną "Żywa pamięć", wypełniają zmarli.
Ci z rodzinnej Suwalszczyzny, najbliższa rodzina i sąsiedzi, i ci spotkani później:
Mirosław Tarasewicz, Wincenty Faber, Adam Włodek, Kornel Filipowicz, "Joanna
poetka" (Joanna Salamon), ksiądz Józef Tischner, pani Eugenia Monne - Sybiraczka...
Ale ten zbiór elegii rozpoczyna wiersz należący do innego gatunku: "Lśnienie",
hymn pochwalny na cześć ojcowskiej maszyny do szycia. "Zalśniła i minęła, / jak
zalśnił i minął człowiek, / który na niej pracował / nad stawaniem się świata / w
jednej z tysiąca pracowni". "Zalśnił i minął" - ale w istocie nadal
jest. Bowiem:
Miała być trawa
A jest pamięć
Niepojęte jak zmartwychwstanie
Imię żywe
"I zamiast mi odchodzić / to Ciebie mi przybywa" - czytamy w zamykającym tę
część tomu wierszu "Pamięci Ojca". A w wierszu "Z Samuela
Becketta" znajdującym się już w części drugiej, "Jesteś
przechodniem", znajdujemy wezwanie: "Bądźmy po stronie żywych umarłych, / a
nie po stronie żywych a martwych". Obroną przeciw pustce, samotności i trosce
("Nieprzyjaciel pustka atakuje mocno / gałązka bzu spojrzała przez okno") są
dobro, nadzieja i miłość; "Dobro raz wyrządzone nie przemija, wraca". Książka
kończy się Moczulskiego hymnem o miłości: to właśnie "Jej nigdy za późno, Jej
nigdy za wcześnie". Te urzekająco proste wiersze niosą pociechę i radość - choć
okupioną cierpieniem. (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003, s. 64.)
"Ołtarz całopalny serca"
• Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: DANAIDY - podtytuł tej książeczki - "Utwory
ostatnie" - jest mylący. Chodzi bowiem o teksty z kilku wojennych lat, wydobyte z
papierów zmarłej 9 lipca 1945 roku w Manchester poetki. Papiery te znajdowały się w
okresie powojennym w posiadaniu jej męża, Stefana Jasnorzewskiego, który pozostał w
Anglii. "Gdy zmarł w 1970 r. - czytamy w "Nocie edytorskiej" Tadeusza
Januszewskiego - jego siostra, warszawska aktorka Halina Jasnorzewska-Kaduszkiewicz,
pojechała do Manchesteru na pogrzeb, a wracając, przywiozła papiery. Przez 15 lat miała
je w domu, przeglądała, czytała, cenzurowała listy nożyczkami. W latach 1985-1987
trafiły one do Muzeum Literatury w Warszawie. Z tego archiwum pochodzą ogłaszane
obecnie utwory". Dodajmy, że w 1998 roku zapalony kossakolog Kazimierz Olszański
opublikował pochodzący z tego samego źródła ogromny blok korespondencji
Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej ze Stefanem Jasnorzewskim.
A co otrzymaliśmy teraz? Kilkanaście wierszy, których stopień dopracowania czy ukończenia
trudno określić; garść satyrycznych fraszek, niektóre w stylu znanych już
"Rubajatów wojennych"; fragmenty prozy poetyckiej należące do cyklu
"Szkicownika poetyckiego" (tom próz tak właśnie zatytułowany Pawlikowska
wydała w roku 1939, tuż przed wybuchem wojny, i na emigracji chętnie wracała do tej
formy); na koniec zaś inne jeszcze krótkie prozy, opatrzone przez autorkę tytułami
"Almanach Kossaków" i "Notatki z przeszłości".
Edytor zastrzega: "Czytelnikom, a zwłaszcza przyszłym wydawcom, którzy będą
chcieli włączyć owe teksty do zebranej twórczości poetki, pragnę z naciskiem zwrócić
uwagę, że teksty te wyjęte zostały z pośmiertnej spuścizny - i tak powinny być
traktowane i ogłaszane. A zatem nie w dziale "Wiersze rozproszone", a więc wśród
wierszy, które poetka sama zdecydowała się ogłosić, lecz w dziale "Z rękopisów"".
Zastrzeżenie słuszne, bo istotnie spore tu panuje materii pomieszanie. Niektóre utwory,
jak tytułowy wiersz książki - o córkach Danaosa, których beznadziejny trud, napełnianie
beczki czy też urny bez dna, ma być "obrazem złudzeń naszych i zawodów" -
wydają się ukończone. Inne stanowią kontynuację rzeczy opublikowanych przed wojną;
znany wiersz o polskich barwach narodowych ("Białokrwawy, / krwawobiały, lniany /
Opatrunku, który zwiesz się: sztandar..."), ogłoszony w tomie "Balet powojów"
(1935), otrzymał ciąg dalszy, w której metafora sztandaru-opatrunku dostosowana została
do realiów wojennych. Jeszcze inne są wyraźnie brulionowymi szkicami albo wariantami.
Na przykład pierwszą część cyklu "Pajęczyna" ("Gdzie się kończy
mglista pajęczyna? / Gdzie się krąg jej przerzedzać poczyna?...") odnajdziemy, w
nieco tylko zmienionej postaci, w wierszach "W pajęczynie" i "Mucha"
ogłoszonych podczas wojny na łamach "Wiadomości Polskich".
Mamy więc w istocie zbiór fragmentów, chwilami jednak bardzo poruszających, a że
chodzi o wybitną poetkę - warto po nie sięgnąć. Dwa wątki są w tej książeczce
szczególnie ważne. Pierwszy to wojna, której widzenie przez Pawlikowską inne jest niż
w większości poezji emigracyjnej. Pisał Jerzy Kwiatkowski: "Wojna to dla
Pawlikowskiej ani: utrata i dążenie do odzyskania niepodległości przez własny kraj,
ani: walka faszyzmu z demokracją i socjalizmem, ani: zmaganie się sił Dobra z siłami Zła,
lecz - szaleństwo pewnego gatunku biologicznego. Bezosobowe, zawinione przez
wszystkich". W czterowierszu "Niewinny morderca" lotnik zrzucający bomby
na bezbronne miasta, "powietrzny jeździec, straszliwszy od Moru", jest zarazem
"biednym aniołem", niewinnym "jak grad i jak piorun".
Wątek drugi, wszechobecny, to dojmująca nostalgia, tęsknota za domem, przywoływanie
zaludniających go postaci: tych, co umarli już dawno i tych, których żegnać trzeba
teraz, z daleka. "Kochać kogoś, który już nie żyje, jest klęską serca. Pamiętać
chcę wszystko o Tobie, najdroższy" - to apostrofa skierowana do ukochanego ojca,
Wojciecha Kossaka. Ucieleśnia on witalność i fizyczne piękno, przeciwstawione własnej
niedoskonałości; powraca tu obecny u Pawlikowskiej kompleks fizycznej ułomności i
traumatyczne wspomnienia odbytej w dzieciństwie kuracji kręgosłupa. Stronę dalej zaś
znajdziemy taką oto piękną miniaturę - wspomnienie Kossakówki:
"Berberys kwitnął żółto, skromnie, pomiędzy murem a zakurzoną ulicą, właściwie
przedłużeniem placu Kossaka, obok niezbyt artystycznej, skromnie szarokatolickiej Marii
z kamienia. Ta statua była pokornym zaprzeczeniem wszelkiego zmysłu malarskiego w tym
ogrodzie. Zrezygnowała z wszelkiego snobizmu. Mama czciła ją uparcie, my tolerowałyśmy
ją zaledwie. Sine kwiatki, jakieś żylaste begonie bez uroku, bratki ślepa brać, rodem
od Józefickich flanc, wszystko wzruszająco pospolite. I dzisiaj dopiero wzniosłe dla
mnie, gdy w okrojonym podczas wojny ogrodzie kąt ten być może jest już tylko widmem w
mojej pamięci, a jeśli trwa, i jeśli bardzo już "posunięta" Momo odprawia
przed nim swoje majowe kulty, to jest ołtarzem całopalnym mojego serca".
(Czytelnik, Warszawa 2003. Opracował Tadeusz Januszewski. W księgarniach jest też dostępne
kolejne już wydanie, tym razem jednotomowe, "Poezji zebranych" opracowanych
przez Aleksandra Madydę.)
|