|
O wyborze wierszy Janusza Szubera
Czy poeta może odejść?
Tomasz Cieślak-Sokołowski
Gdy Janusz Szuber mówił mi o swojej pracy nad najnowszą książką, wiedziałem, że
znajdę w "Lekcji Tejrezjasza" wiersze dobrze znane, czułem jednak, że podczas lektury
spotka mnie coś, czego zupełnie się nie spodziewam.
Twórczość poetycka Janusza Szubera to zjawisko wyjątkowe i zadziwiające zarazem.
Pisarz przez blisko 25 lat nie publikował swych utworów. W latach 1995-1996, nakładem
mieszkającej w Oslo kuzynki autora, doktor Grażyny Jarosz, ukazało się pięć tomików.
W roku 1997 wyszedł kolejny, "Śniąc siebie w obcym domu" (jako druk
bibliofilski). Dopiero wybór stu wierszy "O chłopcu mieszającym powidła"
(1999) dał możliwość obcowania z twórczością Szubera szerszemu gronu czytelników.
"Lekcja Tejrezjasza" jest już drugim wyborem, złożonym z utworów
publikowanych w ostatnich czterech latach (w "Biedronce na śniegu", 1999, w
trzech zbiorach z roku 2000: "Okrągłym oku pogody", "Z żółtego
metalu" i "19 wierszach" oraz w "Lesie w lustrach", 2001). Książkę
dopełnia cykl "Z nowych wierszy".
Zwykle wybór podsumowuje dorobek poety czy pewną jego część. Tak jest i w przypadku
"Lekcji Tejrezjasza" - ale nie do końca. Zbiór ten stanowi zarazem osobliwy
krok zamykający. O tym jednak czytelnik przekonuje się na końcu lektury; z początku
zanurza się w krąg motywów kluczowych dla poetyckiego świata Janusza Szubera.
"Nieruchomy i jednocześnie pędzący"
Wszystko zaczyna się tu od refleksji nad czasem, od dotkliwego odczucia jego podwójnego
działania, od:
Ukłucia przerażenia na myśl o własnej
Nierozwiązywalnej sytuacji w czasie:
Nieruchomym i jednocześnie pędzącym na oślep
("Z żółtego metalu")
Pierwszą właściwością czasu, w ramach poetyckiego świata Janusza Szubera, jest jego
"nieruchomienie". Zostaje on tu spowolniony, zahamowany czy wręcz zatrzymany.
Staje się to możliwe dzięki swoistemu uprzestrzennieniu przemijania, dzięki
wprowadzeniu na scenę poezji niezliczonej ilości materialnych świadectw istnienia.
Wiersze Szubera pełne są konkretnych rzeczy, przedmiotów, zdarzeń oraz postaci, przywoływanych
najczęściej z przeszłości i we wspomnieniu dotykalnie, sensualnie doświadczanych. I
to właśnie owi świadkowie istnienia, jak:
Nie flaszka, nie butelka ale właśnie krahla,
Koniecznie przez słabe h,
Bo tak, inaczej niż w Krakowie, u nas
wymawiano.
Z grubego szkła, zapięta
Na druciany zatrzask porcelitowy
Korkiem z gumową uszczelką. (...)
Ciemnozielona, bezcenna
("Krahla")
jak "sylwy babki Marii: kajety, notesy" ("Dziewiąty października"),
tworzą przestrzeń zadomowioną, bliską, locus felix. Tylko tutaj, w sensualnie doświadczanej
rzeczywistości, możliwe jest zbudowanie, potwierdzenie własnej tożsamości:
I wiem, że deska, ta nie inna,
Może ratować od abstrakcji.
I tylko na niej rośnie moje,
Mnie dzierżawione, pojedyncze "jestem".
"(Zaułek")
Nie bez znaczenia jest tu metafora lasu, silnie zaakcentowana szczególnie w tomiku z roku
2001 ("Las w lustrach"), a wyraźnie nawiązująca do staropolskiej tradycji
silva rerum (lasu rzeczy). To bowiem księgi domowe, w których zapisywano wydarzenia z życia
rodziny, miały być stróżami rodowej i zarazem indywidualnej tożsamości.
Świat rzeczy i postaci przeszłości zapełnia więc czas teraźniejszy, sprawiając, że
ten nieruchomieje. Istnieje jednak wymiar egzystencji, który opiera się skutecznie
wstrzymywaniu przemijania - jest nim doświadczenie eschatologiczne, doświadczenie
drugiej strony. Człowiek postawiony w obliczu śmierci zaczyna prawdziwie odczuwać czas
"pędzący na oślep".
Szuberowy świat sensualnego poznania był królestwem statycznej obrazowości. Wszelka
zdarzeniowość była pieczołowicie wypełniana konkretnymi miejscami, przedmiotami.
Opisowa forma wierszy przechylała je ku tokowi narracyjnemu. "To", w które
"wkracza się boso" ("To"), zburzyło jednak harmonię horyzontalnie
zorientowanej rzeczywistości, wprowadzając układ wertykalny. Świat swoiście
uprzestrzennionego czasu został poruszony. Ruch stał się zasadą doznawania rzeczywistości.
Uzasadnione wydaje się w tym miejscu użycie sformułowania Jana Błońskiego: "świat
poruszony". Taki tytuł nosi jeden z rozdziałów monografii Błońskiego "Mikołaj
Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku". Pierwsze wydanie tej książki ukazało
się w roku 1967, kiedy Szuber zaczynał swe studia polonistyczne. Sam poeta w jednym z
wywiadów podkreślał wagę tej młodzieńczej lektury.
Natręctwo ruchu, jako zasady doznawania świata, łączy niewątpliwie poezję Sępa i
Szubera. W obu też przypadkach odciska głębokie piętno na stylu. To właśnie zabiegi
stylistyczne mają ukazać i jednocześnie ujarzmić szaleńczy pęd przemijania. Forma
wewnętrzna wierszy sanockiego poety staje pod znakiem migotliwych wyliczeń, mnożenia
pytań i wirowania form czasownikowych (czego znakomitym przykładem może być utwór
"Mur"). Złowieszczy stukot przemijania zostaje jednak zamknięty w słownym
tworzywie krótkiej strofy i wersu. Zabieg iście barokowej koncentracji sprawia, że
rozedrganej, falującej formie wewnętrznej (odzwierciedlającej niepewność doznania)
spoistość przywraca forma zewnętrzna wiersza (dominuje tutaj niepodzielnie ośmiozgłoskowa
strofa czterowersowa). Sztuka poetycka okazuje się ratunkiem przed chaotycznym
przyspieszeniem, poetycka forma przynosi upragniony stan równowagi... ocalenie.
"Pożegnanie Tejrezjasza"
Obdarzając bohatera swych utworów własnymi doświadczeniami, Szuber wyznaczał wymiary
rzeczywistości, które pragnął przejrzeć w pryzmacie swoich wierszy. Jednocześnie
wierzył, że alchemia poetyckiego słowa potrafi uśmierzyć ból poznania i przemijania.
Ostatecznie opowiadał się więc po stronie optymizmu metafizycznego.
To, że używam tu czasu przeszłego, nie jest bez znaczenia. Utwór zamykający
"Lekcję Tejrezjasza" jest bowiem jawnym pożegnaniem. Przytoczę go w całości:
Z win nieodkupionych
Rodzą się wiersze. Dlatego zesłałeś
Na moje oczy gęstniejącą mgłę.
Winda unosi mnie w podziemne kraje -
Republiki cienia, monarchie szarości.
Dziewczyna, która windę obsługuje,
Jest repliką tamtej tebańskiej służebnej.
Tylko z głośników dokuczliwe drzazgi
Tej ich muzyki. A martwe natury
Matowieją, stygną i już mi się nie chce
Sięgać po gruszki lub owoc granatu,
Jak wysłużony pies ogrodnika
Sobie i innym od ust odejmując pożywne wersy.
Wiersz "Pożegnanie Tejrezjasza" nawiązuje wyraźnie do finału mitu o tebańskim
wieszczku, który po zdobyciu Teb przez mszczących śmierć swych ojców Epigonów (synów
bohaterów poległych w wojnie braci, Polynejkesa i Eteoklesa), musiał opuścić miasto i
zmarł na wygnaniu. Janusz Szuber zdaje się odczytywać swój los poprzez ramy tej właśnie
mitycznej opowieści. Poeta, chorujący od lat wczesnej młodości, który większą część
życia spędził na wózku inwalidzkim, a w ostatnim czasie został dotknięty chorobą
oczu, zapragnął odnaleźć sens swoich przeżyć w prawdzie mitu. W czasie, gdy odchodzą
"starzy", gdy "stary" świat wypierany jest przez rzeczywistość
Epigonów, Szuber zdaje się wybierać wygnanie z krainy poezji. Nowa rzeczywistość
"dokuczliwych drzazg / Tej ich muzyki" sprawia, iż "wysłużonemu psu
ogrodnika" już "się nie chce".
Tejrezjasz, ślepy od wczesnej młodości wieszcz, zachował jednak po śmierci - z woli
Zeusa - dar jasnowidzenia. Pozostaje więc nadzieja, nadzieja krytyka i czytelnika przeciw
nadziei poety, że ów dar będzie jeszcze wykorzystywany i że tytuł nadany utworom
zamykającym zbiór ("Z nowych wierszy", a nie na przykład "Z wierszy
ostatnich") okaże się znaczący.
Janusz Szuber, "Lekcja Tejrezjasza i inne wiersze wybrane", Kraków 2003,
Wydawnictwo Literackie.
|