|
Daję wam Mickiewicza
Jacek Podsiadło
A mój syn, kiedy nie chce podejmować jakiegoś niewygodnego tematu, używa zaklęcia
"nie kłóćmy się". "Jak już nie budujesz wieży, to może byś pozbierał
te domina, co?". "Nie. Ale nie kłóćmy się". I co ma wtedy zrobić
sterany, zapracowany i schorowany ojciec? Chodzi na czworakach i zbiera cegiełki
zrujnowanej wieży. Za to kiedy sam użyję w potrzebie tej wygodnej formułki, w
odpowiedzi słyszę: "To ja tak mówię! Nie zabieraj mi moich powiedzeń".
Stare powiedzenie mówi, że gdzie dwóch się bije, tam zaraz będzie się biło pięciu.
Dlatego mimo wszystko lubię odzywkę syna, która kończy kłótnię, nim kłótnia zdąży
się zacząć. Wśród kłótni, w których najczęściej chodzi już wyłącznie o ruiny,
szczególnie interesujące są swary narodowościowe. Włączyłem niedawno TV Polonia, która
chyba specjalizuje się w tematach polonijnych. I jednym ciągiem zaliczyłem dwa filmy o
Kresach i kresowiakach. Zobaczyłem znajome twarze działaczy Związku Polaków Tu i Ówdzie,
bo jako polski poeta bywałem gościem różnych Związków Polaków. Wysłuchałem
znajomej litanii narzekań, jak ciężko było zachować polskość pośród obcego i często
wrogiego żywiołu. Wiadome, często smutne historie. Ale najbardziej uderzył mnie głos
polskiej mieszkanki Mińska, która dla przykładu z oburzeniem zacytowała zasłyszaną
opinię, że Mickiewicz był Białorusinem. "No i z kim tu i o czym rozmawiać?"
- zakończyła retorycznie, a telewizor zaraz pokazał jako ilustrację mińską uczennicę,
która jak najbardziej powtórzyła, że Mickiewicz był Białorusinem, ale Polacy też
mogą się do niego przyznawać. A ja pomyślałem, że rozmawiać zawsze jest z kim,
tylko po co zaraz rozmawiać o Mickiewiczu? I jeszcze się spierać? Tę cząstkę
Mickiewicza, jaka na mnie przypada, od razu oddaję Białorusinom. My mamy wieszczów pod
dostatkiem: Norwida, Słowackiego, Miłosza, a oni tylko jednego Jankę Kupałę, i to
niezbyt udanego. Na, bierzcie Mickiewicza, skoro wam potrzebny, a i Kupałę też sobie
zostawcie. Nie kłóćmy się. Kto by chciał mnie pozbawić prawa do rozporządzania
Mickiewiczem, temu przypominam, że ma do czynienia z człowiekiem, który poznał człowieka,
który spotkał kobietę, która pamiętała Marylę Wereszczakównę.
Tomas Venclova pisząc o Wilnie zauważył, że w odniesieniu do miejsc styku i mieszania
się kultur kategorię "albo-albo" powinno się zastąpić kategorią
"i-i". I Mickiewicz, myślę, może być i Litwinem, i Polakiem, i Białorusinem.
A że nie mógł napisać "Białorusi, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie",
to chyba jasne, bo potem już do końca musiałby lecieć piętnastozgłoskowcem. Myślę
o tym wszystkim, bo właśnie jestem w Wilnie i siedząc wygodnie na styku kultur nie
tylko oglądam polonijną telewizję, ale też czytam polonijną prasę. W której również
nutki swarów i żalu są stale obecne. Bo np. na pomniku Mickiewicza widnieje tylko
litewskie "Adomas Mickevičius". Bo władze litewskie zabroniły umieszczenia
polskich nazw ulic w polskiej wsi pod Wilnem. Jakbym był w swoim O., gdzie wciąż toczą
się kłótnie o tablice i napisy w języku niemieckim. Albowiem wygląda na to, że
zgodziliśmy się, że niemiecki jest językiem Hitlera, a nie Goethego, zaś polski nie
Mickiewicza, ale Żeligowskiego. A ileż ciekawiej byłoby przyjąć opcję
"i-i"! I po litewsku, i po polsku, i po niemiecku, a jak się komuś spodoba, to
i po portugalsku. W końcu człowiek sam najlepiej wie, przy jakiej mieszka ulicy, i czy
jest Litwinem, czy Polakiem, czy Niemcem, czy Ślązakiem. Ja na przykład jestem co
najmniej w połowie Indianinem i nikt mi nie wmówi, że mój praprapradziad nie dotarł
do Ameryki przed Kolumbem i Wikingami i nie wrócił z gromadką moich pół-indiańskich
prapradziadów. Wystarczy, że na dźwięk słowa "tomahawk" otwiera mi się pióropusz
na głowie, co niech mi przybrany naród polski wybaczy.
Tymczasem donoszę, że przyszłość narodu przebywa na wakacjach, siedzi pod pomnikiem
Mickevičiusa i nic jej nie obchodzą problemy związane z tym panem. Mają swoje
problemy, o wiele poważniejsze: które piwo lepsze, gdzie najbliżej internet, jak urwać
się z wycieczki do Ostrej Bramy. A wieszcz nad nimi stoi jak skamieniały, jakby nagle
zrozumiał, że jest tym, no, Europeaninem.
Jacek Podsiadło
podsiadlo@atol.com.pl
|