|
„TP”, Nr 32 (2822), 10 sierpnia 2003, http://www.tygodnik.com.pl/ksiazki/32/ksiazka05.php
Polaków, Niemców i Czechów spory o pamięć
Nowa "zimna wojna"?

Wojciech Pięciak
Czy między Polską a Niemcami szykuje się w najbliższych miesiącach i latach coś w
rodzaju "zimnej wojny" - o historię najnowszą? Niestety, wszystko na to
wskazuje.
W Niemczech po raz kolejny wraca projekt "Centrum przeciw Wypędzeniom",
lansowany przez przewodniczącą Związku Wypędzonych Erikę Steinbach.
"Centrum" - choć przeciw niemu, zwłaszcza zaś przeciw jego lokalizacji w
Berlinie, ostro protestuje wiele osób, także w Polsce i Czechach - prędzej czy później
zapewne powstanie. Jeśli nie za rok, to za lat kilka, gdy do władzy w Berlinie wróci
prawica chadecka, dość zgodnie popierająca ideę pani Steinbach. Jaki będzie miało
charakter i w jaki sposób potraktowana będzie tam Polska - trudno mieć wątpliwości.
Dlaczego sprawa jest poważna? Nie tylko z uwagi na charakter tego miejsca i fakt, że będzie
to jeden z dwóch (obok Miejsca Pamięci o Holocauście) największych pomników i muzeów
zarazem w centrum Berlina, i że wedle wyznaczonych przez Centrum paradygmatów niemiecka
młodzież będzie uczyć się wkrótce historii. Co więcej, idea "Centrum przeciw
Wypędzeniom" nie jest zjawiskiem izolowanym, lecz wpisuje się w proces społeczny,
który toczy się w ostatnich latach za naszą zachodnią granicą: oto Niemcy chcą dziś
widzieć siebie jako ofiary II wojny światowej. Zjawisko to dostrzec można nie tylko w
publikacjach historycznych i powieściach ("Idąc rakiem" Grassa), ale i w
mediach. A także w polityce, by wspomnieć nieustający spór między Niemcami a Czechami
o "dekrety Beneša", ubiegłoroczne żądania Edmunda Stoibera (wtedy kandydata
CDU/CSU na kanclerza), by Polska "anulowała dekrety Bieruta", albo ujawniony
niedawno list Joschki Fischera, w którym "zielony" szef MSZ - jako pierwszy
niemiecki polityk od kilkudziesięciu lat - poparł ideę wypłacenia "najciężej
poszkodowanym" wysiedleńcom z Czech zadośćuczynienia z czesko-niemieckiego
Funduszu Przyszłości (to odpowiednik polsko-niemieckiej Fundacji Pojednanie, z jedną
zasadniczą różnicą: na fundusz ten składają się pieniądze i niemieckie, i czeskie
- wprawdzie w proporcji 5:1, ale jednak).
Kto chce zrozumieć te spory oraz ich wagę, musi sięgnąć po wydaną właśnie antologię
"Pamięć wypędzonych. Grass, Beneš i środkowoeuropejskie rozrachunki".
Gromadzi ona około setki tekstów, które ukazały się w ciągu minionych kilkunastu
miesięcy w Polsce, Czechach i Niemczech i prezentują różne punkty widzenia. Obraz,
jaki rysuje się po tej lekturze, jest przygnębiający: wbrew temu, co (pozytywnego) działo
się po 1989 r., w najbliższym czasie stosunki polsko-niemieckie mogą się tylko
pogorszyć - a kością niezgody będzie historia najnowsza, czy też raczej sposób, w
jaki wielu Niemców (z Eriką Steinbach na czele) chciałoby dziś o niej pamiętać i
rola, jaką widzą tu dla Polaków.
A może, zamiast koncentrować się na sporze o "Centrum" berlińskie, zbudować
w Polsce "Centrum" własne? Ale nie takie, które dotyczyłoby jedynie
niemieckich czy polskich "wypędzonych", ani też nie "Centrum Martyrologii
Narodu Polskiego" (jak chciałaby Liga Polskich Rodzin), tylko miejsce pamięci dla
wszystkich ofiar XX wieku, centrum ponadnarodowe i niosące naprawdę uniwersalne przesłanie?
"Czy nie jest to dobry moment, by wykroczyć poza horyzont "naprawiania"
pomysłu Eriki Steinbach i rozpocząć dyskusję na temat koncepcji utworzenia
europejskiego ośrodka, który byłby muzeum, centrum dokumentacji i badania totalitarnych
dyktatur? Jest to przecież najważniejsze doświadczenie Europy w XX wieku" - pisał
historyk Paweł Machcewicz w "Rzeczpospolitej" z 1 sierpnia. I dalej: "Czy
nie nadszedł czas, by powołać Europejskie Centrum Ofiar Totalitaryzmów XX wieku? Jego
miejscem mogłaby być Warszawa, miasto bardziej doświadczone przez historię niż
jakiekolwiek inne w Europie. To przecież tutaj odbyło się najbardziej masowe, długotrwałe,
okupione największymi ofiarami powstanie przeciw totalitaryzmowi".
To pomysł wart podjęcia. Także dlatego, że dzięki niemu Polska - w sporze o berlińskie
"Centrum" zepchnięta do politycznej defensywy i skazana jedynie na reagowanie
(czyli nieskuteczne protesty, głównie publicystów i historyków) - mogłaby wreszcie
przejąć inicjatywę.
© 2003 Tygodnik Powszechny. Kontakt: redakcja@tygodnik.com.pl
|